Osowa Góra – w bydgoszczy

Jedną z najmłodszych dzielnic Bydgoszczy jest Osowa Góra, ponad 51 lat temu egzystowała jako wieś. Własnym rozmiarem dotyczyła terytorium: południe – Kanał Bydgoski, zachód – łąki torfowe, wschód oraz północ lasy sosnowe. Zaletą tejże dzielnicy jest bezspornie Park, gdzie istnieje wiele powierzchni zieleni. Jest to idealne miejsce na odpoczynek, ale i również odskocznia od zamieszania panującego w centrum. Doskonałe widoki jak np. stawy czy tereny zieleni z oczkiem wodnym. Perfekcyjne warunki na zabawy dla dzieci, a nawet posiłki na łonie natury. Miejsce zbiórki nastolatków oraz emerytów i rencistów.Bardzo czule rozpamiętuje tą dzielnicę, gdyż miałam bardzo wyjątkową sytuacje. Pewnego sobotniego popołudnia wybrałam się z moim psem na spacerek. Oczywiście podążaliśmy w pobliże parku, gdzie mój pies czuje się najlepiej. Właściwie nic nie wskazywało na to, że za moment będę w zupełnym centrum uwagi. Mój sprytny pupil jakimś cudem uwolnił się ze smyczy i uciekł w stronę parku. Nie stanowił on niebezpieczeństwa dla otoczenia, jednak bardziej przerażała mnie myśl, że mógłby wpaść do oczka wodnego albo na ulicę. Biegałam po całym terenie w poszukiwaniu Cytrusa – swojego pieska, jednak nie było po nim żadnego śladu. Zwracałam się z prośbą do spacerujących o informację gdyby okazało się, że jest gdzieś w pobliżu. Zaobserwowałam, że niemal wszyscy w pobliżu wybrali się na poszukiwanie. Na dodatek kolejne niepowodzenie przytrafiło mi się tamtego dnia,a mianowicie wypadła mi sentymentalna książka kucharska, którą otrzymałam na urodziny od babci. Poszukiwania zbiega zajęło przeszło dwie godziny i nie przynosiło żadnych rezultatów.Po upływie następnych kilkunastu minut dostrzegłam mojego psiaka i obok siedzące malutkie dziecko. Szalenie uspokoił mnie widok mojego zaginionego, ale zastanawiałam się czyje jest to dzieciątko. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie widziałam siedzących rodziców tylko osoby, które asystowały w poszukiwaniach zaginionego Cytrusa.

Podjęłam decyzję więc przedstawić to wydarzenie do właściwej służby porządkowej. Na komendzie siedziało już jakieś małżeństwo, a kiedy weszłam pani zaczęła płakać i przyciskać do siebie małą dziewczynkę. Wyjaśniło się, że ma na imię Marlena i na komisariacie czekali jej rodzice.Państwo wytłumaczyli jak doszło do takiej sytuacji, ponadto byli w tej okolicy tylko przejazdem. Pochodzili z północnej części Polski i nie znali miasta. Naturalnie ja również wytłumaczyłam w jaki sposób Olę, a zarazem swojego psa. Państwo nie dowierzali, że zwierzę odnalazło dziecko i w dodatku czuwało, żeby nic się dziewczynce nie stało. Po powrocie do domu po popołudniu pełnym niespodzianek, cieszyłam się, że wszystko szczęśliwie się zakończyło mimo tego, że zgubionego prezentu nie odnalazłam. Z kolei nazajutrz całkiem przypadkowo trafiłam na portal dzielnicy w Bydgoszczy i nie mogłam uwierzyć w to, że opisano wczorajszy przypadek w parku. Wyjątkowo mnie to ucieszyło, gdyż mój lojalny przyjaciel został bohaterem.