Budowa lokalu – kiedyś i na dzień dzisiejszy

Mówi się nierzadko, że prawdziwy mężczyzna ma w życiu trzy cele: tworzyć dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. W dowolnej kolejności. I jeżeli już z dwoma ostatnimi – dosłownie w czasach najtrudniejszego kryzysu – nie ma większych problemów, to pierwsze w zwiększającej się liczbie wypadków bywa niewykonalne. Na przeszkodzie stają bowiem dylematy majątkowe. I nie chodzi dosłownie o sam koszt budowy, niemniej jednak późniejsze utrzymanie, które – choćby pomniejszone o wydatki powiązane z czynszem – także nie powinno się do najtańszych. Póki co domypasywne ani podobne technologie nie są w Polsce rozpowszechnione (wystarczy przypomnieć, że znajduje się u nas jak na razie jedynie jeden dompasywny z prawdziwego zdarzenia), w związku z czym o potencjalnych oszczędnościach można raczej zapomnieć. I to wielu osobom wystarcza do rezygnacji z marzeń o budowie swojego mieszkania. Zamiast tego pragną oni kupić lokal. Niekiedy nawet nowe, niemniej jednak oczywiście mniej kosztowne w utrzymaniu. Przykre, że – abstrahując już całkowicie od stereotypowego odzwierciedlenia ,prawdziwości” mężczyzny – wielu młodych osób musi już na początku zrezygnować ze prywatnych marzeń, uznając je za niemożliwe do realizacji. Bo Wy nie pomoże, bo jest kryzys, bo bank nie preferuje udzielić kredytu, bo nie wiadomo, czy za rok będzie praca… Mówi się, że nam, Polakom, najłatwiej przychodzi narzekanie. Coś w tym jest. Ale nie narzekalibyśmy, gdyby nie było na co. Póki co natomiast pozostaje jedynie odkładać kolejne złotówki do skarpetki, żeby – koniec końców – za sto pięćdziesiąt lat uzbierać sumę potrzebną na dom energooszczędny.